(2kB)
Tutaj jest miejsce
na wiersze i refleksje,
na gazetowym PAPYRUSIE
rośnie nasza przyszłość...


Teksty do zamieszczania uczniowie
dostarczają przez polonistów.
Absolwenci mogą wysyłać na adres
zjazd2lo@wp.pl

Mateusz Kwapień Tryptyk trzech witraży I. Powołany Brany w miłości, Jak połów wśród sztormów. Wtedy napełniony. Jakiś ktoś, A właśnie miłowany -ty! Zjedzony, Strawiony, -Piękny jesteś. Właściwie… -pożądaj ! a zaczniesz żyć powołany. II. Najdoskonalsza Szli Sobie Jan i Jania. Zasmucił się On -pękło mu serce. I ona -pękło jej drugie. III. Na zawsze Tylko ona potrafi Umierać i ginąć W sercu człowieka Płakać z odrzucenia Zawsze powracać Do niego Jak włos płonie Z odrzucenia Do przebaczenia Zmartwychwstawania W wszechczasie Jakim by nie był Świat „natrętnej” miłości Zauroczenie wojskowymi. Skrzydła anielskie, Są takie piękne: -srebrne, kryształowe, ogromne, bramowe -okrągłe, kaczeńcowate aureole -tak białe jak wiersz. Parzyste tarcze, Od męstwa nieugięte, Z Kanny winem Polane, Mirrą z Betlejem, Wymięte, Ogniem walczące, Loki -Posejdona błękitem wysiąknięte nieugięte, ach… nieugięte… Inspiracje pięknem (wg flory) I Akt Niebieskooka madonna -cudowna w każdej porze włos- zieleni swym warkoczem -wśród źdźbeł traw nieuczesanych. Twarz zakrytą kamiennym Spojrzeniem I włoskami Na nią schodzącymi. Jedyna mej pani wada: Na głowie wdzięcznej Pasożyt zasiada… II Starzec Popatrzcie na starca! -laski podajcie. Ubity, zgrzybiały -on trwa- też trwajcie. I wznosi korony -o młodości u stóp pokonana popatrzcie na majestatycznej mądrości pana. III Cierpiąca Matka ukrzyżowana, -w cierniowej koronie w chmurach skąpana na nieboskłonie. -zatruta z miłości, z pasji do Adama jak złoczyńca -bezlitośnie pojmana, -chwalebna, przemijana. IV Mam duszę Stado zużytych Opuszcza ciała Aż biało w szatach Na błękitnym niebie Gęstwina gąszczy Zielonych istot -zagajników górskich białych jak papier V Sen Brwi ściśnięte w łuk, -by lepiej zasnąć z otwartymi oczyma. -ceremonia zachodu w nocne, tęskne pożegnanie… z łzami przeprowadzone. -góry potężne skały hołd brwią oddają. I po pięknym milknięciu Zasypiają. VI Cud Zmartwychwstanie W chwale herosa „Z ciemności na światło, ze śmierci do życia” Zmartwychwstanie Wśród przodków Wieków poprzednich Życie przeżyje! VII Śpiewak Powstał, by świergotać, Latać jak perszing, Obserwować. Lawirować dziobem I zerkać, Pozować do zdjęć, W piórach „wyjściowych” -Powstał, by żyć. VIII Wielonożny Tkactwo artystyczne, Z brokatowej nici, Wyczarowuje piękną sztukę, Na powietrznej szkole, Szycia. Bez igieł, bez rąk, -tylko z wyobraźnią, lub instynktem- taki to talent. (Często szyje sieć, by silny był morderca). IX Bogactwo Każdy żyje Kto ma wodę. Każdy po nią Zasięga, by czerpać. Aby całą zagarnąć- posiąść, Dla siebie. Niektórych los W niej zrodził -nie znają łaknienia, lecz muszą żyć w szczęśliwości niezbyt ciekawego dostatku… X To Bóg płacze Obdarowana przystrojona Najcenniejszą suknią Narzucona miłosierdziem -biedna- zaspokajana ze szczęścia nie posiadana swego pana oblubienica wśród innych z przesytu aż speszona -córka mego Pana. XI Strumień jest strumieniem Życie jak woda Między palcami -im mocniej ściskasz, tym prędzej ucieka. Życie jak palce Między włosami -im bardziej sklepione tym mocniej napięte. W lesie w oddali, Ktoś ciebie czeka Przechodzisz po gałęzi, By szybciej doń dotrzeć Dobiegasz, Już widzisz -O! Paproć na niebie! Już wiesz, że w prawdzie -Sam czekasz na siebie. XII Drzewa i rzeka Drzewa stanęły Widzę ich płacz -Nie mogą przejść przez rzekę! Ona jest, -ignorantka! -Płynie, bo musi! Przyszły krzewy -widzowie patrzą -No, proszę rzeczeczko kochana! Tłumy drzew -jaki wielki korek! Z bezsilności Nie radzi sobie Nawet ten, Kto jest jej powodem. Tryptyk polski Lodowate kamienie, Od stukotu wody Na trasie góralskiej woźnicy Są jakby ornamentami W koronie polskiej madonny -Mająca chustę z aksamitnych Obiegników i trylów Szopena- płynie subtelnością I Matejkową zmysłowością Pieści płutnowe postacie Po krwisto- najczystszej Barwie Oto pejzaż głębokiej toni -oddechu z piersi Polaka Wyścigi zająców Dwa strzały z armaty Piórko, za piórkiem Lecą za sobą Jak setne sekundy . Kwiaty, nie kwiaty Przeboju jak strzała, Pędy powietrza Lampardzie laury. Iskrzy się z skoków, Wyprzedza już Kwartę. Brawura i zefir, Gibkość i dziarskość, To Strzępy, to strugi Splunął i frunął Nie miniesz i finisz ! Pięć wierszy wojennych 1. Ofiarom dwóch olbrzymów Babel, czy 77 części gruzu? To, nie tak jak myśleć trzeba, Bo już nie można, Gdy cień rozległ się, Tam gdzie nie powinien. Gdzie zakopany chłopiec, Choć mamę prosił, lecz kazała Wryć się w ziemię, By nikt go nie ujrzał. A, wszystko przez dwa ptaki, Kierowane ptasim, Rozumem. 2. Pewien muzyka Z koncertu Wróciłem Sam. Bez nikogo, Na koncert Przyszedłem. Pierwszy utwór Pierwsza boleść Druga śmierć… Szkoda, że Nie, Ja, Tam gram… Stal wprost Z Gniewu - potem kikut… Już nie poznam Co To Akord. Nie chcę widzieć - oczodołów. Nie chcę słyszeć. - potu mamy. Moje serce maszeruje, - lecz Bóg chce rzec: baczność. 3. Getto Wywieszeni jak na sznurze, Suszą piszczele Polscy żydzi. Pobledli, na baczność, bez wątpliwości, Wytrzeszczone gały, Prawie znikome Jabłuszka. Wypucowani, łysi, bezkrwiści. Jako że, brody dłuższe niżeli, Dobroć Niemca… Granat w ustach, Miecz pod pachą, Strzelba, bagnet, karabiny. Polska krew spływa do ścieków. Straszne posłowie Żyd = błąd. 4. **** bigos ludzkiego mięsa chlapnięty! Byle co. Okrutny rzeźnik! Świnie, bydło Kurtyna, W obozie towarowym, Pluskwiący, karaluszący, Pleśniejący, ohydny, Cuchnący, zawszowiały Pies. Młode mięso, Włochate materace, Dymiące kominy… Ten dym to mój tata. 5. Ciemiężcy. Kopali, Obcasami miażdżyli dłonie, Łamali kości, Wbijali drzazgi pod paznokcie, Eksperymentowali, Podrażniali Pejczami. Obozy pracy, Syberia, Gdzie człowiek, Oduczył jedzenia, Zapomniał odpocząć. Sprzedał mięśnie, Za jeszcze jeden dzień życia. Nie raz oberwał łomem, A z wyrwaną nogą, Zakażenie-klątwa. Wstrząs mózgu, Wypalone oczy Rozstrzelanie, Karcer, wrzody, ciemność, Jęki, Komory z uduszeniem. Z tego piekła jedyna ucieczka Śmierć. A trupy leżą i gniją, ładowane Na taczki. Przecież ci ludzie przed godziną jeszcze żyli, Oddychali, myśleli. Przygnieciony stosem Półżywy człowiek, Wrzucony do krematorium, Płonie. Barbarzyństwo, Grubiaństwo. Popiół po sercu, które biło i kochało, Lacrimosa… Jesień Gdy liście Spadają. Słońce w czerwieni, Gdy suną Valse Brillante Skaczą skoczkowie. Kuśtykają, Raz z prawej To kędy na mą rufę. Już wozy Na niebo Wjechały. Lecz nadal, Dynamo, presto Otwarte Gigue Trwa! Las Rozlany las Od blaszek Pod kapeluszem cukrówki Aż po czubeczek świerku. Malowidło na kamieniu, Pozostawione przez ślimaka. Świetlista smuga, Rzucona, Na nić pajęczyny. Mała sarenka Pojąca się nektarem Kwiatów łąki Jej piękność pada Na moje oko, Wychodzące Z radości, Z powieki… *** Stuknęły obcasy O drewnianą podłogę To te same kiedyś za duże buty W kącikach oczu pozostał gwiezdny pył I odbicie kolorowych snów Kiedy to się stało?? Nie zwracam uwagi na inne odbicie w lustrze Tylko zdjęcia jeszcze pamiętają niegibka
absolwentka 2006
JA ŻOŁNIERZ Są słowa, których mówić nie należy Takie, których się nie zdradza Których nigdy nikt nie zmierzy Nie pogubi, nie poskrada Więc Ci mówię prosto z mostu Bo Ty wiesz...rozumiesz przecież Ja dziękuję Ci po prostu Za to, że naprawdę jesteś... W sumieniu poszarganej obroży Z wiernością kijami historii Wybijanych zębów Uwiązany do łańcucha rozkazu Wyprostowany w regulamin Służę - JA ŻOŁNIERZ "Iza" 2006 *** lecz cóż, jeśli ten zmierzch naszych wizji ta mała anegdota nie wielkim światem lecz nami jest lecz gdy już przyjdzie, zamknąć nam oczy, i spojrzeć w otchłań naszej przeszłości czy będzie taki, który zwycięży? czy komuś ulży? czy już umrzemy? "h" 2007